Atmosfera

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Boli jak cholera.

Ann obudziła się z okropnym bólem szyi było to przeklęte znamię nie miało specjalnie kształtu. Czuła, że obok niej ktoś leży. Tak to był Sam. Ten przeklęty Sam. Wstała przy czym od razu obudził się Sam.
- Czas do szkoły! Ubrać cię, bo widzę, że sobie nie radzisz z tą szyją. - powiedział z uśmieszkiem
- Nie dotykaj mnie! Nie pójdę do żadnej szkoły! - krzyknęła
Sam włączył telewizor jakimś dziwacznym pilotem. Na obrazie ukazała się matka Ann w realnym świecie. Była zapłakana widać, że się boi. Była uwięziona w jakimś pomieszczeniu. Podszedł do niej mężczyzna i nadciął jej kawałek nogi było słychać krzyk matki. Ann także krzyknęła.
- Zostaw ją! Chcesz mnie nie jej! - powiedziała Ann
- Masz racje kochana, ale bez tego nie było by zabawy. - odpowiedział Sam
Zgaszono telewizor. Sam znowu przytulił Ann. I wyszeptał :  " To będzie nie zapomniany dzień".
Założyła ubrania te, która naszykowała jej wcześniej staruszka, którą zabiła. Sam dał Ann dodatkowo okulary przeciwsłoneczne chociaż słońca nie było. Ann poszła za Samem do czarnej limuzyny. Pojechali do staroświeckiej szkoły.
- Nie na rozrabiaj, bo wiesz co się stanie. - powiedział Sam przy tym całując Ann w policzek
- Tak wiem wiem. - odpowiedziała
No tak pierwszy dzień szkoły znowu szkoła pomyślała. Szkoła była dość duża. Podszedł do niej brunet o niebieskich oczach.
- Hej! Widzę, że jesteś tu nowa jestem Luc. - powiedział brunet
- Jestem Ani... Jestem Ann - powiedziała z zawahaniem.
- Oprowadzę cię chętnie po szkole.
- Co masz pierwsze? - zapytał
- Chemie.
Poszli do sali 23. Ann widać, że zakochała się w Lucu, ale wiedziała, że nie może bo Sam zabije Luca. Zaczęły się lekcje, Wyszło na to, że Luc i Ann są w jednej klasie. Rana bolała coraz bardziej.

Szkoła?!

Kolejny piekielny dzień w tym domu.
- Czas wstawać! Więc tak od dzisiaj nazywasz się Anne w skrócie Ann. Pójdziesz do szkoły. - powiedział Sam
- Haha! Nie sądzisz, że jestem za stara na szkołę? I nie pójdę do żadnej szkoły!
- Pójdziesz i wcale nie jesteś za stara nie bój się - odpowiedział
- Nie !!
- Oj kochanie posil się.
Wziął nóż rozciął sobie rękę. Krew zaczęła ostro płynąć. Sam przyłożył krwawiącą ranę do ust Ann. Ann zaczęła pić krew z przymusu nie mogła się powstrzymać. Poczuła jak siły jej powracają. To uczucie, że musiała się posilić akurat na Samie było przerażające. Nagle weszła starsza kobieta i przyniosła dziewczynie : czarne rurki, skórzaną czarną kurtę i buty na obcasie. Sam chciał coś sprawdzić więc naciął staruszce gardło. Ann poczuła krew. Pokusa była ogromna. Dziewczyna wyssała staruszkę do ostatniej kropli krwi. Staruszka umarła. Ann złapało ogromne poczucie winy, bo jak pragnienie mogło być silniejsze od niej. Ann próbowała uciec z tego domu. Lecz na próżno Sam złapał ją. Próbowała się wyrywać jednocześnie płacząc, ale Sam ją trzymał bardzo mocno. W końcu wyszeptał do jej ucha : " Niedługo poczucie winy się skończy nie przejmuj się nauczę cię zabijać bez wyrzutów". Jeszcze gorzej się poczuła. Położył ją na kanapie w salonie, a sam usiadł na fotelu.
- Pamiętasz swoją babcię? - zapytał
- Nie, podobno umarła - odpowiedziała z płaczem
- Ja się na niej pożywiłem. - powiedział ze złowieszczym uśmiechem
- Jak mogłeś! Ja jej nawet nie pamiętam! Nie cierpię cię ! Nie zostanę tu dłużej
- Heh zdaję się, że zostaniemy tu.
- Nie kumasz?! Nie ma "my" nie cierpię cię bardziej niż...
- Ahh pewnie tego błazna co się kiedyś zabrał. Właśnie wtedy miałem po ciebie lecieć, ale tak jakoś on mnie wyprzedził.
- Powiem ci tyle "my" tu zostaniemy. "My" tu jeszcze trochę sobie posiedzimy. Nie po to cię tyle szukałem.
Ann uderzyła go w twarz. Przyszli mężczyźni już jej znani. Przytrzymali ją za ramiona. Natomiast Sam pocałował swój palec i przejechał nim po szyi Ann. Poczuła okropny ból.
- No i już wiadomo gdzie jesteś i że się znamy - kolejny złowieszczy uśmiech
Ann nie miała siły iść o własnych nogach. Sam kazał ją przebrać w białą suknię po czym sam ją zaniósł do sypialni i pocałował w znamię.