Ann obudziła się z okropnym bólem szyi było to przeklęte znamię nie miało specjalnie kształtu. Czuła, że obok niej ktoś leży. Tak to był Sam. Ten przeklęty Sam. Wstała przy czym od razu obudził się Sam.
- Czas do szkoły! Ubrać cię, bo widzę, że sobie nie radzisz z tą szyją. - powiedział z uśmieszkiem
- Nie dotykaj mnie! Nie pójdę do żadnej szkoły! - krzyknęła
Sam włączył telewizor jakimś dziwacznym pilotem. Na obrazie ukazała się matka Ann w realnym świecie. Była zapłakana widać, że się boi. Była uwięziona w jakimś pomieszczeniu. Podszedł do niej mężczyzna i nadciął jej kawałek nogi było słychać krzyk matki. Ann także krzyknęła.
- Zostaw ją! Chcesz mnie nie jej! - powiedziała Ann
- Masz racje kochana, ale bez tego nie było by zabawy. - odpowiedział Sam
Zgaszono telewizor. Sam znowu przytulił Ann. I wyszeptał : " To będzie nie zapomniany dzień".
Założyła ubrania te, która naszykowała jej wcześniej staruszka, którą zabiła. Sam dał Ann dodatkowo okulary przeciwsłoneczne chociaż słońca nie było. Ann poszła za Samem do czarnej limuzyny. Pojechali do staroświeckiej szkoły.
- Nie na rozrabiaj, bo wiesz co się stanie. - powiedział Sam przy tym całując Ann w policzek
- Tak wiem wiem. - odpowiedziała
No tak pierwszy dzień szkoły znowu szkoła pomyślała. Szkoła była dość duża. Podszedł do niej brunet o niebieskich oczach.
- Hej! Widzę, że jesteś tu nowa jestem Luc. - powiedział brunet
- Jestem Ani... Jestem Ann - powiedziała z zawahaniem.
- Oprowadzę cię chętnie po szkole.
- Co masz pierwsze? - zapytał
- Chemie.
Poszli do sali 23. Ann widać, że zakochała się w Lucu, ale wiedziała, że nie może bo Sam zabije Luca. Zaczęły się lekcje, Wyszło na to, że Luc i Ann są w jednej klasie. Rana bolała coraz bardziej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz